Miny posępne, pogoda do dupy.
Wyjście na Stożek pijackiej grupy.
No i tradycji stało się zadość! W piątkowy wieczór rozdmuchała się zadyma typu "wichura zwykła+", taka że mało kto był w stanie uwierzyć w to iż w ogóle pójdziemy. Prognoza oprócz wiatru z prędkością 120km/h w terenie zabudowanym zapowiadała rychłe nadejście śniegu w wyższych partiach gór w tym Beskidu Śląskiego. Na domiar wszystkiego wiatr wieczorny wydawał się mieć prędkość dwóch machów, a temperatura niebezpiecznie zaczęła się zbliżać do zerrra stopni.
Po burzliwej pogodowo nocy rano wszystko względnie ucichło i zaczęliśmy się zbierać. Jedyną sensacyjką było zaspanie Dareczka, ale nie wpłynęło to na czas odlotu nożnego naszej z trudem uzbieranej grupy (z 14-stu wstępnie planowanych osób, zrobiło się osiem, a po pewnych zawirowaniach 9 - i nie mam tu na myśli ciąży żadnej z koleżanek) z miejsca wcześniej ustalonego jako X (stacja koncernu Sokolen).
Tak jak w większości za kierownicą (pewnie się narażę) tak i na szlaku (napewno się narażę) kobiety mają dziwną orientację. Właściwie to nie orientacja, a wielka improwizacja, czyli łażenie tam gdzie nas asfalt poniesie. I tym razem stery wzięła na siebie Aga i zamiast na szczyt doszliśmy... do czyjejś posesji. Później jak uchodźcy musieliśmy ganiać przez czyjeś bądź niczyjeś pola, przeprawiać się przez chaszcze w sposób ogólnie przyjęty za nielubiany.
Po dotarciu do wcześniej obranej trasy (szlakiem niebieskim na Soszów) trzeba było kapkę odpocząć.
Po pierwszym odpoczynku, trzeba było troszkę przejść i bardzo wskazany był odpoczynek nr 2 połączony z drugim śniadaniem. Jak widać na załączonym obrazku Myszka Miki już ręką pyskuje, kolega Ulrich sprawdza czy nie zapomniał bielizny osobistej w postaci slipów męskich a ja wpierniczam bułę... Pogoda zaczyna się klaro... nie pogarsza się, miało być!
Na przecięciu się szlaku, którym podążaliśmy na szczyt, nastąpiła kolejna przerwa, celem której było patrzenie na widok, wspólne zdjęcia i obciąganie pasków na plecaku Myszki Miki, które to z kolei były odpowiedzialne za podtrzymywanie śpiwora na duchu.
Później dotarliśmy do schroniska, gdzie elementem rozrywkowym była zimowa ścianka wspinaczkowa dla bałwanów... oraz buraki, które przyjechały autem doń...
cdn.




Małe sprostowanko,
OdpowiedzUsuńponoć to nie Aga prowadziła, tylko ktoś inny, wtedy kiedy żeśmy zabłądzili. Przepraszam za zniesławienie i publiczne obrażenie.
:-)))))))))))))
BTW
Winny prosze przyznać się!
Nie no nie byłem to chyba ja .... :)
OdpowiedzUsuńza Myszke Miki masz wpie....prz :]
OdpowiedzUsuńkolejny ŻŻP czyli żenujący żart prowadzacego, tak samo jak ten, który zrobił w poniedziałek...
Phi.. ;)
Buziaczki, cukiereczki, ciasteczka
Disco Robaczki saasa ]:->
Hmm, Dareczku tu miał się wpisać ten (albo ta) co dał(a) ciała z pilnowaniem szlaków
OdpowiedzUsuńA Myszka Miki? To przecież takie słitaśne zdrobnienie, niczym z fejsika :-))))
Do Karola Sztarsburdela mnie nie porównuj... ja dowcipów typu ALE SUCHAR nie opowiadam...
oj tam oj tam... ale jesteś prawie su...char hihihih ;) no gdzie te słitaśne fotusie? co mam wrzucić na feksika, no wiesz Ty co :( chlip, chlip :(((
OdpowiedzUsuńKochaniutka, Ty tu nie podskakuj, lepiej dostarcz foty z lemoniady, albo lepiej się przyznaj, że będąc nabita jak bąk zgubiłaś/zepsułaś aparat...
OdpowiedzUsuńMasz tydzień opóźnienia Sucharko!