Jak się już tyle idzie, i w schronisku co nieco wypije... to trzeba iść jak przedszkolaki... brakuje nam sznurka i pani opiekunki...
Zamiast nosić statyw - zresztą do takiego małego hebelka robiącego fotki jak nasz, to troszku wstyd - w każdym razie noszenie statywu to wyższa szkoła jazdy, i to potrafią tylko nieliczni [Wszyscy Cię Stasiu kochamy:-)))], to trzeba sobie jakoś radzić: a to plecak się użyje, innym razem słupek przygraniczny wykorzysta, ławeczkę itp. itd.
W miejscach gdzie nie ma kolei linowych, krzesełek i innych tego typu pseudo-turysto-ułatwiaczy innych ludzi jest jak na lekarstwo, to od czasu do czasu zdarza się jakiś ludź zwany pospolicie turystą, którego wygląd nie wzbudza zbytnich podejrzeń wtedy w ramach łapanki na szlaku udaje nam się zdybać jegomościa, lub jejmościówę aby zrobił nam zdjęcie? czyż nie ładniej aniżeli z plecaka?
Tu pani turystka z łapanki, tak się podnieciła naszym aparatem, że nadal trzaskała nam zdjęcia, pomimo iż nikt już ich więcej nie chciał i wszyscy se poszli...
Jak już się długo idzie, to zaczynając cisnąć buty... a prawdziwy szanujący się Wspinacz, albo Wspinaczka mają zawsze przy sobie niezbędnik typu: "żywiec - dziś wieczorem, jutro rano kiefir danon", dzięki któremu żaden ucisk butów nie jest straszny, oraz nie ma syndromu "dnia następnego".
Zarówno jak i w Zbudzić Niedźwiedzia jak i tutaj towarzyszyło nam wiele szlaków.
Od żółtego po niebieski, wszędzie ino same kreski.
Zdjęcie powyższe można streścić jednym zdaniem:
"WIĘCEJ WAS MATKA NIE MIAŁA?"
To na tyle dzisiaj. Następnym razem dowiecie się jak można ze śpiwora zrobić minilodówkę turystyczną. Czyli MacGyver w schronisku...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz