Tak to się zaczęło

Dawno, dawno temu kiedy po czternastu dniach od pamietniej niedzieli - dnia siódmego, kiedy to wszystko okazało się dobre co Bóg stworzył, gdzie teoretycznie nie było już co stwarzać bo wszystko było - Bóg postanowił stworzyć góry. Miało to na celu pokazanie ludziom, iż widok z okolic okołoniebnych na ziemię może dać im coś czego do tej pory nie mieli na ziemi.

Idąc tym śladem, postanowiliśmy zebrać się i sprawdzić czy to prawda...

wtorek, 5 kwietnia 2011

Poradnik: co wziąć a co nie...

W związku z tym że zamierzamy wybrać się w góry, które czasem rządzą się swoimi prawami, pragnę po krótce wymienić listę rzeczy, bez których na wyjazd ani rusz!

Zaczynajac od ziemi, bo od dołu zaczniemy wchodzic, a co niektorzy skończa jeszcze przed północą spowrotem na ziemi, to najważniejszym elementem wyprawy są buty. Wygodne, wychodzone, nie może to być pierwsze ubranie tej pary i od razu sru! na wycieczke! Typ sportowy, najlepiej za kostkę (zmniejszaja ryzyko urazow kostki). Buty obowiązkowo impregnujemy przed wyjściem, delektując się "zapachem" impregnatu.

Po drugie coś przeciwdeszczowego, zarówno na siebie, jak i specjalny kondonik na plecak - nie ma większej przyjemności z faktu iż po obfitej ulewie, nie będziemy po raz kolejny musieli wymieniać dokumentów papierowych na nowe, suszyć pieniążków itp. Zdecydowanie nie zabieramy że soba parasola - nie dość że pierwszy lepszy wiaterek nam go porwie lub wywróci na lewą stronę, to jeszcze w razie upadku typu ziemia-pysk nie będziemy mieli jednej reki do amortyzacji uderzenia.

Po trzecie, własne żarcie - na dwudniowy wyjazd nie ma co przeginać, dwa bochenki chleba, czy dwanaście batoników prinspolo, lub też dwukilogramowy baleron pieczony w calosci - to wszystko stanowczo za dużo. A pomysł, że poczestujemy współtowarzyszy? Inni też wpadną na ten pomysł, i naprawdę będzie ciężko się przebić że swoimi starymi kiszonymi ogórkami, żeby zabłysnąć w towarzystwie.
Warto wziąć syfiate aczkolwiek tanie w zakupie produkty, które w połączeniu z wrzątkiem (dostępnym w większości schronisk za darmo, lub za symboliczną opłatę) beda zamieniać się w wyśmienite potrawy. Np. zupki typu gorący kubek, zupki chińskie, wietnamskie, koreańskie i temu podobne dziadostwa, które w trakcie ataku głodu utrzymują nas i nasze portfele w stanie jako takiej równowagi.

Po czwarte: klapki i dresik - do swobodnego i godnego poruszania się po terytorium schroniska, gdzie od czasu do czasu może pojawić się niespodziewany turysta. Klapki również przydadzą się przy ochronie naszych stópek przed grzybkami czyhajacymi na nas pod prysznicem.

Po piąte śpiwór. Jeśli nieduży to lepiej go taszczyć że sobą, bo nie dość że czujemy się jak prawie w swoim łóżku (znane zapachy, faktura pościeli itp.) To jeszcze za wypożyczenie pościeli zapłacimy (do ceny noclegu, trzeba doliczyć ok. 10 zł), która również czasem pozostawia wiele do życzenia a przeszłość jej jest wysoce podejrzana.

Po szóste, coś ciepłego do ubrania, co sprawi że przy spadkach temperatury do ok. 0 stopni sprawi że nie będziemy straszyć innych współtowarzyszy szczyrkaniem zębow i ogólną trzęsawko-drgawką.

Po siódme plecak. Czyli coś do czego się pakujemy, co będziemy w stanie unieść, przejść w tym przez strumyk, skulać się z góreczki i gdzie wszystkie nasze graty będą miały swoje miejsce. Pojemność plecaka max. 60 litrow plus miejsce na śpiwór. Zdecydowanie odradzamy torby na jedno ramię, worki z uszami, reklamówki, torby papierowe, walizki lotnicze z kółkami - tego góry nie lubią. Aha, koledzy chodź mili zawsze chętnie coś poniosą koleżankom, np. pełną flaszeczkę 0,7 ,  termos z grzańcem, lub gąsiorek ze świeżą domową śliwowicą lub wiśnióweczką. Przepastnej wielkosci i ważące 2 tony kosmetyczki, podpaski czy też suszarki, prostownice bądź lokówki do włosów niesiecie sobie koleżanki same.

Jeśli o czyms zapomnialem, proszę dopisać w komentarzu.

Przepraszam za brak polskich znaków, ale ww. tekst powstał na klawiaturze telefonu.


Miłego pakowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz